Dystans Kaja Solecka

To jest światło umysłu, zimne, planetarne.
Drzewa umysłu są czarne, zaś światło niebieskie.
Trawy smutki składają u stóp mych, jakbym była Bogiem,
kłując mnie w kostki szepczą coś o pokorze.
Kłębiące się mgły tutaj mieszkają,
rząd nagrobków oddziela mnie od mego domu,
nie wiem dokąd iść i jak się wydostać.
Księżyc to nie drzwi przecież, to twarz sama w sobie, zbielała jak pięść gniewnie zaciśnięta
ciągnie za sobą morza mroczne, niczym zbrodnie, jest cicho
z ustami rozwartymi w krańcowej rozpaczy
Tu mieszkam.
(…)
Cis wzrasta ku niebu, kształt ma wręcz gotycki.
Oczy wznoszę do góry i znajduję księżyc.
Księżyc jest moją matką, nie tak słodką jak Maria
z błękitnych szat wypuszcza nietoperze i sowy
Jak bardzo chciałabym uwierzyć w tkliwość,
w tę twarz posągu bladą w świec świetle łagodnym,
tylko ku mnie chylącą swe czułe spojrzenie
(…)


Przekład własny na podstawie fragmentu poezji Sylvi Plath ‘Księżyc i cis’