Kiejstut Bereźnicki

Zapisać istnienie

Siatka ulic Dolnego Sopotu przypomina olbrzymią szachownicę. Gra toczy się tu od lat. Na rozległych parcelach, pośród starych drzew, wznoszą się figury eklektycznych willi. Pojawiam się na miejscu przed zachodem słońca. Wspinając się na palce, dyskretnie zaglądam przez płot.

 – Dziwna architektura – przemyka mi przez myśl.  

Furtka otwiera się z cichym jękiem. Przechodzę przez ogród ściskając w ręku bukiet kwiatów i butelkę wina. Dźwięk dzwonka niesie się we wnętrzach posesji.  Stoję na ganku i czekam. Moje myśli przekrzykuje stado dzikich mew

 – Szur, szur,  szur – słyszę odgłos nadchodzących kroków. Ktoś zbliża się powoli, jakby ruch sprawiał mu trudność  – Szur, szur, szur – pocierają o płytki filcowe kapcie. Zgrzyta zamek w drzwiach. Otwierają się nagle i szeroko. Z wnętrza ogromnego pomieszczenia wydobywa się chłodne światło, takie w którym wszystko da się zobaczyć, jak w podpowiedzi Kartezjusza: clare et distincte.

Przede mną stoi białobrody mężczyzna. Jego srebrne włosy opadają miękko na ramiona, okalając wesołą twarz. Spod krzaczastych brwi spoglądają figlarnie oczy psotnego chłopca.

 – Benvenuti amici – mówi, piskliwym głosem, zupełnie nieprzystającym do okazałej postury. Gdybym była dzieckiem, tkwiłabym teraz w przekonaniu, że właśnie spotkałam Białego Czarodzieja. Witamy się ciepło. Przyniosłam parę skromnych podarków. Trzeba sprawiać ludziom przyjemności. To kilka włoskich czasopism i ostatni numer magazynu artystycznego, tego z relacją z wystawy w muzeum. Biały mędrzec lubi czytać teksty w języku Dantego. Lubi też  fiabe i deklamuje sprośne, włoskie wierszyki. Chichocze wtedy, potrząsając pociesznie nieco wystającym brzuszkiem. Na widok prezentów świecą mu się oczy.  Wnętrze domu robi wrażenie. To wielka, otwarta przestrzeń, której urok przypomina nastrój włoskich kaplic. Jest tu tak samo odświętnie. Drewniane bele podtrzymują wysoki strop, płytki z terakoty ścielą się na podłogach, wokół pełno jest stylowych mebli i jest też pianino z dawnych czasów. Ściany wypełniają obrazy, olbrzymie i obecne. Przechodzi mnie dreszcz. Zewsząd patrzą na mnie czarne perły oczu – ciepłych i przenikliwie zimnych, czułych i złowieszczych. Kątem oka dostrzegam szczegóły mijanych scen. Widzę dłoń mężczyzny, która delikatnie spotyka się z dłonią kobiety, w ten sam ceremonialny sposób, jak robiła to dłoń Giovanniego di Nicolao Arnolfiniego, na obrazie z XV wieku, albo tak, jak ujmowali swoje dłonie Rzymianie, na małżeńskich nagrobkach. Dom jest wielką metaforą. Tak to zwykle bywa na Zamkach Czarodziejów. Mieszka tu podstarzały pies, zbyt leniwy by podejść i się przywitać. Łypie na mnie okiem, grzejąc swe cielsko przy ogniu kominka. Gdy spotykamy się wzrokiem, jego ogon uderza miękko o ciepłe kafle podłogi. Z ogrodu wychodzi kobieta. Elegancka i smukła, o urodzie tak wielkiej, że bledną  Alstromerie, które dla niej przyniosłam.  Z otwartej kuchni dobiegają smakowite zapachy, a bogato zastawiony stół, czeka już nieco zniecierpliwiony.

Tymczasem gospodarz zaprasza mnie do swej samotni. Podążam tuż za nim, powoli stawiając stopy na kamiennych schodach, prowadzących w dół do pomieszczeń sutereny. Schodzimy prosto do pracowni. Ta, znajduje się jakby pod spodem wszystkiego. Mało kto może zapuszczać się w jej rejony. Jest chłodno i tajemniczo ale też ujmująco przytulnie. Są miękkie fotele i wersalka z poduszkami w kolorowe wzory. W starej szafie ukrywają się skarby -winylowe płyty pełne fascynacji Pana tego domu. On ceni sobie tak spokój, jak i harmonijne brzmienia. Rozglądam się wokoło i już wiem gdzie pracuje. Okna przysłaniają zaciągnięte kotary. Przez szparę spływa delikatne światło. Sączy się subtelną strużką, jakby wytyczając ścieżkę prowadzącą wprost do świata duchów. Ten malarz potrafi długo nakładać laserunki. Robi to tak długo, aż w ich kolejnej, transparentnej warstwie, farba przejdzie do innego wymiaru. I jest to takie przejście, w którym nie ma miejsca na opisujące je słowo. Tam  pojawia się szansa na spotkanie z Obecnością, gdzie metafizyka staje się na powrót elementem kreacji, zaś proces twórczy ma znaczenie absolutne.

Zanim wrócimy na powierzchnię i będziemy spijać słodkie nalewki oraz raczyć się opowieściami z dalekich podróży, malarz pozwala mi przysiąść na swym krześle. To z tego miejsca obejmuje razem to, co żywe i to, co martwe. To tutaj rozgrywa się batalia o obraz i wojna o cud, jakim jest zwykłe życie człowieka. Ogarnia mnie wzruszenie. Jakże niewiele zostało takich miejsc. Dzisiaj esprit jest pojęciem staromodnym. Archetyp Mędrca odchodzi w niepamięć. Pod naporem obrazów symulowanych przez cyberprzestrzeń, ludzie stępili swe zdolności percepcyjne. Czymże dziś są pojęcia: sacrum, kreacja, czy duch? Kogo jeszcze obchodzą historie mądrych ludzi?

A może warto spisywać je tak, jak kiedyś pisało się baśnie?

Kiejstut Niejaskrawy

Dawno, dawno temu, kiedy po świecie jeździły pociągi, żył sobie piękny chłopiec z oczyma jak czarne perły. Nigdy nikomu niczego nie zazdrościł. W krainie, w której mieszkał ludzie nie mieli niczego na stałe. Chłopiec zachwycał się tylko jedną rzeczą. Był to krajobraz, jaki podarowała mu mama, prowadząc go nad Zatokę tuż przed wschodem słońca. Babcia chłopca była Litwinką, ojciec pochodził z Wileńszczyzny, mama natomiast wychowała się we Lwowie. Wszyscy bardzo mocno się kochali. Chłopiec był potomkiem rycerskiego rodu, może dlatego szczególnie upodobał sobie opowieści o przygodach przemyślnego szlachcica  Don Kichota.

Lubił też smak ziemniaków i czekoladowe lody, i zawsze bawił się wesoło z samotnymi psami.

Najbardziej bał się ubranych w szare habity, kościstych staruszek, których oczy potrafiły widzieć inne światy, te które znajdują się obok i te, które były wcześniej.

Chłopiec nosił imię Obraźnik …

[1] Jasność i wyraźność w filozofii Kartezjusza to dwie główne cechy idei, dopełniające się oznaki prawdziwości; kryteria przedmiotowe w poznawaniu ludzkim, jako to, co przedstawia się umysłowi i znajduje się w jego polu uwagi. Jasne i zarazem wyraźne (clair et distinct) według Kartezjusza jest tym, co prawdziwe i  proste.

[2] Z włoskiego : Witajcie przyjaciele

[3] Dante Alighieri, traktatem językoznawczym Il De vulgari eloquentia (L’eloquenza in lingua volgare)  poświęconym włoskim dialektom,  propagował  ludowy język włoski, jako język nauki i kultury. Według Dantego, język volgare ( uważany przez wyższe sfery jako niski, potoczny) nie tylko miał zdolność wyrażania wzniosłych idei w sposób równie elegancki co łacina, co przewyższał ją swą przystępnością. Dante propagował  jednolity, wspólny i szlachetny język narodowy. Jego poemat ( napisany w języku florenckim) Boska Komedia (La divina commedia), jako arcydzieło literatury wywarło wpływ na kulturę europejską, natomiast jej autor do dziś uważany jest za tego, który dał początek językowi włoskiemu.

[4] Italo Calvino „FIABE ITALIANE” G. Einaudi, Torino  – zbiór dwustu baśni i opowieści zaczerpniętych z przekazów tradycji ludowej, spisanych na nowo przez włoskiego pisarza Italo Calvino „Baśnie włoskie”, pierwsze wydanie miało miejsce w 1956r

[5] Portret małżonków Arnolfinich – obraz namalowany przez Jana van Eycka w 1434r w technice olejnej na desce. Dzieło przechowywane w National Gallery w Londynie, przedstawia ceremonię składania przysięgi małżeńskiej kupca włoskiego z Lukki.

[6] W sztuce starych mistrzów, przedmioty wyobrażone na obrazie miały znaczenie symboliczne. Pies był symbolem wierności małżeńskiej. 

[7]  Alstromeria (łac. Alstroemeria) nazywana lilią Inków, lub Krasnolicą ; kwiat, symbolizujący  przyjaźń, empatię i szacunek.

[8] Wykorzystano fragment wykładu wygłoszonego w Pałacu Sztuki w związku z wystawą „Uczta u Mistrzów” w Krakowie w dniu 30 listopada 2012 roku. „Sztuka – jako ostatnia działalność metafizyczna w kulturze Zachodu” – Władysław Podrazik; Kraków